Fontanny Poznania - Fontanna Neptuna Stary Rynek Poznañ - POMNIKI POZNANIA - red. Pawe³ Cieliczko / fot. Tomasz Koryl

Fontanny Poznania – Fontanna Neptuna Stary Rynek Poznań – POMNIKI POZNANIA – red. Paweł Cieliczko / fot. Tomasz Koryl

obserwacja Rozłączenia 2017

Łączenie – I plener 27 czerwca 2017

Rosarium w Parku Cytadela

Jadąc do Poznania wiedziałam, że dzień ten jest ważny i że odbędzie się pomimo braku zgłoszeń. W przeddzień była jedna chętna osoba umówiona od miesiąca, za chwilę pojawiła się druga i zupełnie niespodzianie na miejscu dołączyła trzecia osoba. Wiem ile osób jeszcze było z nami sercami i tym bardziej ochoczo taką pokaźną grupą ruszyliśmy. Jestem poruszona tą obfitością i dziękuję.

Pierwszy krok postawiliśmy na jednym z siedmiu wzgórz Poznania – dawniej Wzgórzu Winiarskim. Niektóre wzgórza okalające w Ostrów i okolicę Rynku już dziś nie istnieją (zaznaczone kursywą) – Wzgórze św. Wojciecha, Złota Góra okolica klasztoru dominikanów – dziś jezuitów, Góra Przemysła – dawniej Góra Zamkowa, Musza Góra – to plac Wolnościulica 3 Majaplac RatajskiegoGóra Kawalerska na terenie Śródki, Wzgórze kapitulne – na terenie Zagórza (południowa część Ostrowa Tumskiego). Miasto na 7 wzgórzach? – było kiedyś malowniczo! i może nieco inaczej energetycznie?

Spotkanie rozpoczęliśmy w Rosarium Parku Cytadela – miejscu pamiętającym pradawne niezwykłe piękno i  mocny, tętniący wir życia krążący w odwiecznej dolinie. Ukształtowanie obecne  – z oczkiem  wodnym otoczonym kwiatami róż i drzewami jest w tym miejscu nieustannie odtwarzającą się pieczęcią, bardzo przyjemną i witalną – poruszająca wewnątrz brzucha moc podobną do dębu, pod którym staliśmy.  Obecne historie tego miejsca były dość trudne – jak historia całego miejsca przeznaczonego do walk i utraty życia w samym założeniu – fortu. Koło oczka w ogóle nie mogliśmy się zatrzymać, trzeba było się zmuszać, żeby zejść na dół i chwilę posłuchać przestrzeni. To co teraz było słychać bardzo odstrasza od cieszenia się samym centrum wiru życiodajnego, wchłaniania go w stanach rozluźnienia, ale pozostawiliśmy tam ten odczytany ślad wirującego życia i piękna
w strukturach przestrzeni i materii małych okruchów kryształowych. Z ciekawością rozpoczniemy tam kolejny plener i zobaczymy ile zmieniło się przez  2-3 tygodnie w postrzeganiu energii przez nas i przez ludzi. Dziwnie Malo ludzi tam przychodzi mimo pięknego założenia parkowego. Kluczem do poprawy wibracji przestrzeni jest nasza zgoda na zapomnienie tej warstwy historii, która nakazuje pamiętać okrucieństwo i nieludzkie zachowania.  Jest zgoda na dobre, szczęśliwe życie i patrzenie do przodu.

W całej przestrzeni Poznania jest coś ukrytego i tajemniczego, co daje sygnał niewidzialności, ale też skłania do poznawania, trochę kusi tajemnicą i zagadkami… Trzeźwość umysłu jest tu bardzo mile widziana J zobaczymy co uda się nam odkryć tego jednego dnia w przestrzeni i w Sobie.

Przeszliśmy część zachodnią Cytadeli rozpoczynając od deserów w „Umberto” i odwiedzenia polany za restauracją. Niezwykłe jest odnajdywanie takich spokojnych i zaczarowanych w czasie miejsc w typowym historycznie rejonie walk. Polana była przepełniona miękką, kobiecą tętniącą energią z dziećmi w tle, słyszanymi tam nieustannie w zabawie i krzykach – nawet teraz – nieopodal.  Tu też wrażenie ciągłości energetycznej i materialnej było absolutne – zawsze tu była polana – polana pełna ciepła otoczona opiekuńczymi drzewami, obecnie z pięknym dębem zanurzonym w klonach i lipach. Poza zatopieniem się w cieple jest tu też wrażenie niezwykłej klarowności  i ostrości myślenia, mimo stanu alfa umysłu.  Pewność swojej wiedzy i oglądu rzeczywistości w całkowitym rozluźnieniu.
Polana doskonała …

Cytadela_Poznań_wejście_główne, obelisk

Następne punkty – muzeum i obelisk na osi alei, z wielkimi schodami i cmentarzem na skarpach, aż do ul. Armii Poznań – bardzo militarne w wyrazie i mocno związane z pamiętaniem krzywd, odtwarzaniem ich, aby nie zaginęły w pamięci, a nawet ślady tak silne emocjonalnie – żeby pamiętano „na zawsze”. Niedaleko są też rejony rekonstrukcji bitew, gdzie Poznaniacy walczą i giną w dalszym ciągu, zaangażowani w to wszystkimi emocjami…

Te wszystkie myśli, klątwy i zaklęcia poranionych serc przeszły przez nasze głowy i nasze wyrażenie emocji. Podsumowaniem energii miejsca było spostrzeżenie ludzi młodych, którzy nie mają przywiązania do dawnych krzywd, wojen i chcą współbrzmieć z innymi narodami na świeżo, po swojemu, bez ciągnięcia historii pokoleniowych i nakazów pamiętania o krzywdach – może nawet pomszczenia… ? taki delikatny sygnał zemsty też dało się odnaleźć.  A co widzimy? Zakochanych trzymających się za ręce, całujących się pod samym pomnikiem, grupa młodych rozmawiających o swoich obecnych sprawach, ludzi pragnących odpocząć i połączyć się z naturą w mieście. (w tym momencie przy korekcie tekstu, nastąpił u mnie w domu wybuch i okazało się, że wystrzeliła butelka z syropem z bzu, cała poszła w strzępy a piękny zapach roznosi się po domu, i słodko się zrobiło, wystrzałowy temat! No i pewnie okazja do toastu za wolność! J Czy puścimy dawne krzywdy? Zarówno nasi dziadkowie jak i my mamy swoje zaklęcia i krzywdy nie zapomniane, może wybaczone, ale nie zapomniane. Czy są w naszym życiu sprawy i ludzie, którym dajemy mniej miejsca i przestrzeni na wspólne swobodne bycie razem? Może jeszcze coś trzymamy, spodziewamy się jakiejś „sprawiedliwości” od losu? Może jest tam stary strach tamtej krzywdy i trzymamy go razem z historią? Od nas zależy czy takie miejsca będą tętnić witalnością, naturą i zasileniem, czy będziemy nimi przemykać ze ścierpniętą skórą i lękiem z tyłu głowy. Dajmy szanse na życie każdej swojej cząstce i każdej przestrzeni na Ziemi. Są połączone.
Wszystko jest połączone i naszym zadaniem jest tętnić życiem w całości i zrobić dla siebie ważne rzeczy.

Z góry mocy miasta Poznania zeszliśmy wzdłuż rzeki do Ostrowa Tumskiego – pierwszego grodu miasta. Gród na wyspie otoczonej opieką rzeki i umocniony energią wzgórz to wymarzone miejsce dla ludzi. No może nie tyle umocniony gród, co właśnie to miejsce w naturze wybrane do życia.

800px-Ostrów_Tumski_widokowka_Poznan

Przeszliśmy przez obecną przeprawę – most Bolesława Chrobrego do katedry, weszliśmy do wewnątrz. Całe to miejsce – razem z placem i może jeszcze okolicą wyspy – tętni i wibruje tak intensywnie i dla naszych ciał nieprzyjemnie, że szybko stamtąd odeszliśmy. Najbardziej wyczuwalny był dysonans czy jakieś przeciążenie bioder i dołu brzucha z udami, nawet momentami zasłabnięcie.

Choć są miejsca wewnątrz kościoła o bardzo różnej, rozbieżnej energii i jest widoczna zasada krążenia energii wg schematu budowy świątyń gotyckich – nawą główną do balustrady ołtarza, dookoła prezbiterium, do naw bocznych i znowu głównej – jakby w obiegu zamkniętym.  Wyszliśmy tak zdecydowanie, że nawet nie odczytaliśmy informacji miejsca.

Katedra_nocna Poznań

Nasunęła mi się myśl –  miejsce pomiędzy ramionami rzeki – wyspa – rzeka rozpędzająca nieustannie energię swoim nurtem i wzgórza, dawniej z winnicami, z którego spływa ciepło i witalność południowo-wschodniego stoku – to wir i tętnienie niesamowicie życiodajne. Obyśmy zaczęli je czuć i nasycać się nim jak dawniej pierwsi osadnicy, zakochani w tym zakątku i potomkowie tych osadników – obecni mieszkańcy, rozsiani po obszarze całego Poznania.  Wyspa, wzgórza, całe ukształtowanie tego terenu to zasilenie olbrzymiego obszaru w sposób naturalny, a poprzez postawienie budowli o energetyce gotyckiej jeszcze miało być wzmocnione. Czy tak się stało? Co z wieżami z pierwotnego projektu – strzelającymi w górę i dającymi nam połączenie również z Ciałami Niebieskimi.  Co z połączeniem z energią ziemi i wzmocnieniem tych dwóch pierwiastków? Może nie są w ogóle potrzebne żadne wzmacniacze? Może potrzebne są wzmocnienia pewności i poczucia własnej mocy w nas – tylko poruszane przez takie naturalnie ukształtowane miejsca? Może też nasza energetyka jest zupełnie inna niż ludzi z początków tamtego tysiąclecia? Inne też myślenie, czucie i świadomość.

Już idąc po moście dało się odczuć silne poczucie odłączenia. Tak jak poszczególne części miasta są teraz odłączone od siebie wielkimi arteriami i trzeba się nachodzić żeby „połączyć” te miejsca na spacerze. Nie ma się za bardzo ochoty nawet iść przez głośne, ruchliwe i opanowane spalinami skrzyżowania i mosty. Skąd ten pomysł, żeby właśnie tędy przebiegały tak duże linie komunikacyjne? Przecinają one w tej chwili linie zabytkowe Traktu Królewskiego – ciągłość zwiedzania, a pierwotnie rodzaj wędrówki zdrowia – łączącej punkty harmonizujące organizm.

Postanowiliśmy połączyć je w specyficzny sposób, krążąc po szlaku i zostawiając w szczególnych miejscach drobiny kryształowe. Informacja z takiej linii kryształowej wzmacnia informację miejsca dla ludzi i na tyle, że można te miejsca z łatwością odczytać w przestrzeni, z mapy czy swojego ekranu komputera czy nawet wyobraźni. Można też łatwiej złapać całość założenia energetycznego i poczuć jego pełnię, połączenie, współdziałanie, przyjemność i korzyść z bycia razem i wspólnego życia, siebie jako części składowej całości tego miasta.

Rozłączenie, rozdzielenie  – to najsilniejsza wibracja informacji miasta widoczna na samym wierzchu  i skłaniająca do zamykania się w małych grupach, samotniczego trybu działania opartego na swoich racjach, pielęgnowania swojej najsłuszniejszej wizji, do rywalizacji, a nawet niszczenia konkurencji. Pewnie jest to schemat widoczny dla całej cywilizacji zachodniej, ale tu w Poznaniu odezwał się jako silny i jednocześnie mocno ukryty w kolorowej, iluzorycznej materii miasta. Widocznie jest gotowy do zmiany, a właściwie nie schemat miasta tylko ludzie, którzy je budują swoją energią i działaniem. Łączenie się i połączenia idei wcześniej niemożliwych –  jest teraz w polu łatwe i naturalne, skorzystajmy z tego wszyscy.

Kościół_św_Małgorzaty_Poznań_RB1

Przekraczając nowy most przesunięty tu niedawno i łączący Ostrów ze Śródką – czuliśmy jak rozrzedza się w nas energia i łatwiej się oddycha i porusza.
Za mostem na Śródce było już zupełnie inaczej… luźniej, nieco weselej? Dotarliśmy do punktu węzłowego osady – miejsca z kościołem św. Małgorzaty otoczonego murem, przy ul. Filipińskiej. Za nim rosła dawniej Góra Kawalerska, później zamieniona na fort i następnie splantowana na 4-pasmową ulicę Podwale, biegnącą od ronda. Zapiski podają tą górę jako miejsce wyjątkowe dla mieszkańców – z tryskającym z góry źródłem (typowe cechy miejsca mocy) i ośrodka kultów przedchrześcijańskich. Weszliśmy do kościoła niegdyś – u podnóża tej świętej góry  – msza, śpiew, pełno ludzi, że trudno wejść do środka, zaangażowanie wiernych – zupełnie odwrotnie niż w wielkiej katedrze, całkiem pustej i bezludnej…

Przy prezbiterium na zewnątrz św. Małgorzaty poczuliśmy kilka głębokich informacji – poczucie bijącego źródła i kultu tej wody – opieka białych eterycznych kapłanek, obecność jakichś zwierząt latających i ich gniazdo – ptaki, smoki, gryfy? strażnicy źródła? Pojawiła się też bardzo dyskretna zasłona na świadomość, dająca stany podobne do hipnotycznych, wciągające,  z błogostanem którego nie chce się opuszczać… przyjemne miejsce, tylko jakaś mała lampka ostrzegawcza się zapala. Na dnie – informacja o miejscu związanym z opieką zwierząt nad tym terenem, opieką braterską w sensie wspólnego urodzenia i poprzez wspólne wibrowanie w przestrzeni, wspólne poczucie swojego tętna i bicia serc – niemal słyszalnego.

Ostatni – a może pierwszy – na linii Traktu Królewskiego pisał się kościół św. Jana za Murami joannitów, czyli szpitalików, stąd pobliskie nazwy Komandoria i Malta – od Zakonu Maltańskiego – innej nazwy joannitów. Tu powstał jeden z pierwszych w Europie przytułków – hospicjum dla wędrowców i pielgrzymów.

Jan za murami Poznań
Miejsce to wzbudzało w nas dwa skrajne bieguny w odczuciu informacji – oddzielenie od miasta, samotność i zamknięcie, zagroda pełna zagonionych zwierząt – brak nawet sprawnego wejścia, którego długo poszukiwaliśmy. Dopiero od strony zabudowań dawnego przytułku, pojawia się ogród i rozprężenie, ulga, wypoczynek, przyjemność. Drugą informacją był stan niezwykłej czułości i bliskości związanej z miejscem jakby wcześniejszym – jakąś osadą, domem, domownikami i życiem bardzo prostym, oczywistym, w byciu teraz i cieszeniu się z bieżącego dnia – dużo bliskości rodzinnych i czułości pomiędzy członkami rodziny. Ciepło kobiecej opieki.

Dalsza droga skierowała nas na teren kolejnego nieistniejącego już Wzgórza  Kapitulnego w miejscu dzisiejszej ulicy Wyszyńskiego i terenu na południe z Seminarium duchownym – pozostały po nim nazwy ulic – Zagórze, Wieżowa. Tam na cyplu między Wartą i Cybiną spokój i piękno przyciąga ludzi, coraz więcej ludzi, bo w tej chwili brzegi oblepione były grupkami roześmianych, rozgadanych mieszkańców. Na południowym stoku, gdzie mamy pozostałości po forcie i dawnym wzgórzu powstaje też projekt „Winnice Poznania” – w tej chwili zablokowany przez urzędników, ale już rozpoczęty – trzymamy kciuki za winne wzgórza i winogrona dla ludności. Szczególnie trzymamy kciuki za łączenie się idei i wspólne działanie.

Ulica Chwaliszewo doprowadziła nas tuż przed Ratusz na Starym Rynku.

ratusz,Poznan

Dziwnie się tu czuliśmy, pręgierz i ratusz wzbudzały raczej niechęć do zagłębiania się i szukania informacji. Miejsce było ogarnięte gwarem, wesołością ogródków restauracyjnych i typowym harmidrem rynkowym. Dziwne było poczucie, że jest w powietrzu jakaś powłoka czy zasłona która pozwala widzieć tylko tą podaną powierzchowność.  Jakby jakaś iluzja zajęła nasz umysł podobnie jak iluzja symboliki antycznej zajęła proste symbole zwierząt na 4 studniach rynkowych… zamiast jelenia i lwa – mamy Neptuna i Marsa, jakie wzory mocy natury zastąpiło porwanie Prozerpiny i Apollo?

Fontanny_Stary_Rynek-1-803x500

http://fundacjakochaniapoznania.pl/fontanny-starym-rynku-2/

Mamy podany do życia świat bardzo symboliczny i iluzoryczny, ale pod spodem jednak kryje się czyste połączenie z istotami żywymi, które możemy poczuć, tak po prostu. Bo o wiele prościej nam poczuć się lwem niż Marsem, czy Apollem – jest to dla naszego ciała i energii proste i bardzo witalne, życiodajne.

Poczujmy się przez chwilę lwem… jego spokój i pewność ochrony granic, rozluźnienie ciała  i regeneracja energii – z uważną obserwacją otoczenia wszystkimi zmysłami i zareagowanie tylko we właściwej chwili, bez rozmyślania „co będzie gdy”… i „co mogłem lepiej zrobić” – spokój umysłu lwa… i jego uważność… Możemy poczuć tą nagle rozpędzoną w żyłach krew – i wiedzieć jak trzeba zadziałać! To potęga lwa, jego pewność i jego poczucie siły! Jak się ma do tego Mars czy Apollo? Trzeba by się w to wgryzać naukowo i spędzić nad tym wiele godzin, żeby poczuć się jak Mars i wiedzieć jak to ma być, jakie jest założenie bycia Marsem i to według wymyślonej przez kogoś formuły. Proponuję naturę.

Informacja pod ratuszem i pręgierzem mówiła dużo o rozłączeniu, iluzji, powierzchowności i jak na zamówienie – rozłączyliśmy się. Trwało to dłuższą chwilę zanim się z powrotem odnaleźliśmy. Przez ten czas odwiedziliśmy Pomnik 15. Pułku Ułanów Poznańskich przy ul. Ludgardy róg Paderewskiego, a właściwie plac za nim, gdzie ukazały się tereny leśne, dzikie jeszcze, związane ze sprawiedliwością i zwierzętami ją reprezentującymi. Informacja z warstw cywilizacji była dość ponura, związana na przekór z tajemnymi egzekucjami – na terenie obecnego klasztoru i pod zamkiem królewskim. Całe niebo pokryło się na ten czas chmurami krwawymi i łuna na niebie z zachodu słońca była tak czerwona jak z wielkiego ognia. Symbolika krwi pojawiła się jeszcze przy kościele Krwi Jezusa, gdzie pod byłym wzgórzem jeszcze w średniowieczu biło źródło i do tej pory bije. Jak serce tego miejsca, ciągle żywe, jak krew w naszym ciele – pomimo różnych historii.

fara Poznań

Wiadomości spod fary miejskiej pokazały nam opiekę rzeki nad tym terenem, cześć mieszkańców dla wody jako źródła życia i związane z tym święta i ceremonie, nawet jakiś rodzaj kultu wody i rzeki ze wszystkimi dopływami, bez względu na nazwę. Podobnie pod rynkiem za czasów lasu – była to ziemia związana z wodopojem, spotkaniami zwierząt – ale też i ludzi – u źródeł ze szczególną wodą, leczącą jakieś dolegliwości. Poczucie dużej przestrzeni, połączenia z nią i istotami żywymi, poczucie siebie daleko, daleko poprzez istoty żywe i ich świadomość.

Spacer przy klasztorze jezuitów dał nam poczucie lekkości i załatwienia swoich spraw z pewnością i pomocą, współpracą, współdziałaniem, a przejście koło synagogi zamienionej na kąpielisko – poczucie porządku i klarowności, rozsądnego patrzenia na materię. Bardzo przyjemne odczyty miejsc pomimo dziwnych historii się w nich dziejących.

Warstwa informacji najbardziej pierwotna i naturalna została przywrócona do użytkowania i podana w przestrzeni jako jedna ze struktur, z których można skorzystać, jeśli ktoś zechce. Jest wybór i wolność korzystania ze struktur przestrzeni miejsc – wybierajmy te nas zasilające –nawet ignorując zapraszanie warstw pielęgnujących krzywdę i śmierć. Mamy prawo do wyboru i swojej drogi przez życie i w każdym miejscu możemy czuć się dobrze, dbajmy o to żeby być w Naturze i wymieniać się energią – wtedy mamy ciągły przepływ i zasilenie na długie, zdrowe lata.

wzgórze Wojciecha Poznań2

http://www.swietywojciech.archpoznan.pl/galeria/z_lotu.html

Zakończyliśmy wędrówkę na Wzgórzu św. Wojciecha, gdzie przy kościele był wyraźny ślad wypoczynku, dobrego snu, podróży konnych i w powozach, kojącego widoku na okolicę – prawdopodobnie informacja z czasu z jakiejś gospody przydrożnej dającej opiekę wędrowcom – a pod spodem bardzo opiekuńczą energię pierwotnego lasu na wzgórzu, lasu kołyszącego, otulającego, z niewielką polaną dla spoczynku. Naprzeciw, przy klasztorze braci milczących – karmelitów bosych – cisza, spokój, ukojenie, krystaliczne pole – doskonale wybrane miejsce, na pewno nie przypadkiem, jak każde wówczas miejsca pod kościół czy klasztor – wybrane jako wyjątkowe i szczególne.

Wojciech spod pomnika Rafała bosego

http://poznan.fotopolska.eu/196229,foto.html

Powrót przez ciemny Park Cytadela dał nam dużo do myślenia i jedną główną wskazówkę – zaczniemy następny plener w Rosarium J i obejrzymy tą drugą część parku, która nas dziwnie nastroiła. Ale zaczniemy od wspólnego obiadu w Umberto! J oczywiście po wcześniejszej rezerwacji, więc proszę o refleks przy zgłoszeniach!

Do zobaczenia na kolejnej wędrówce – już jestem ciekawa gdzie nas nogi poniosą!

Katarzyna Bratumiła Barczyńska

zdjęcia bez odnośników pochodzą z Wikipedii